niedziela, 17 listopada 2013

Chizu Saeki The Japanese Skincare Revolution nagroda za ukonczenie licencjatu!

Wstyd i hanba, a raczej pelne lenistwo..
po miesiacu nowy post...

zakoncylam pisanie licencjatu, czyli bede miec wiecej czasu!
jaki nagrodze kupilam ksiazke Chizu Saeki, japonskiej guru pielegnacji cery. i przepadlam! pierwsza polowe pochlonelam! reszte czytam powoli, zeby starczylo na dluzej. Mama nadzieje, ze lenistwo mi nue przeszkodzi w stosowaniu sie do wszystkich rad. poki co jestem bardzo na tak! Masaze na bank beda.. czasem ;) 
http://www.beautythesis.net/suggestion/the-japanese-skincare-revolution

pogode mamy sliczna! Wbilam sie w dresy u polazlam z M na pilke, strzelilam gola i wrocilam do ksiazki.na tym skonczyly sie moje dzisiejsze cwiczenia ;)


niedziela, 20 października 2013

Odkrycie roku! eyeliner od MUJI

Alleluja!
Eyeliner stulecia.
MUJI kocham odkąd wlazłam tam pierwszy raz. Zwykłe i bardzo przydatne produkty, minimalistyczny design bez loga! 
Wszystko co kupiłam tam jest świetnej jakości, nawet waciki! No dobra japońskie waciki są ogólnie nei do pobicia.
Same przydatne produkty, pudełeczka, talerze, no taka ikea.
Ostatnio odkryłam, ze są tam tez kosmetyki. Jakoś nigdy nie oglądałam ich, koleżanka z pracy poleciła mi ichniejszy eyeliner, i to jest to! 



 Opakowanie najzwyklejsze, bez udziwnień jak to w MUJI bywa. Nic w nim ciekawego, bajka się zaczyna po otwarciu!
Pędzelek mieciutki robi cienkie kreski, a gdy się mocniej pociągnie to ładnie kreski są grube, Nawet u mnie wychodzą proste! Idealne. A szczerze mowiąc talentem to ja nie grzeszę...


Dokładnie to jest to czego szukałam. Od miesiąca używam codziennie.
Spisuje się znakomicie.

A u nas dziś leje i leje, wczoraj też lało i jutro też ma.... czyli deszczowy weekend idealny na pisanie licencjatu. a ten cham się sam wcale napisac nie chce...

Prośba o wypełnienie ankiety!

Męczę pracę licencjacką i męczę.
Niezbędna mi jest ankietka.
Jesli macie chwilkę - ankietka jest dosłownie ankietką, super krótka i łatwa.
Wypełnijcie prosze.


Bedę bardzo wdzięczna!

niedziela, 13 października 2013

roznosci

w zasadzie bedzie o wszystkim i o niczym

czasu brak:
licencjat... moglby sie sam napisac!
praca, oj duzo fantastycznej pracy!
przygotowania do slubu... ida jak po grudzie! sala jest, mąz jest, a tu jeszcze tyle rzeczy zostalo.

wlasnie wlazlam w pociag i jade do Tokio po zaproszenia.
pewnie spedze w tokyo hands pol dniaa... ale wcale nie tak latwo znalezc proste biale zaproszenia bez kwiatkow motylkow i innych w rozsadnej cenie.
a wymarzona wrrsja wyglada tak : biala koperta z czerwona lamowka i zaproszenue na bialym masywnym papierze z tekstem szarym i czerwonymi dodatkami.
zdjecie zalacze pozniej- bunt iphona!



moze jakas sprawdzona drukarnia?
M. narzeka, ze za skromne,, ale baloniki i wszelkie ozdobki to moje koszmary!


poza tym nabylam serum z it's skin podnocy z grean tea seed- napina skore i ma calkiem pokazne opakowanie! 80ml!

a w Japonii goraco! my wciaz w krotkich portkach! oczywiscie juz zdazylam nabawic sie anginy! jeden dzien na lekachbi minelo! ugryzl mnie w usta podstepny robal- pewnie zwykly komar, ale spuchlam tak pieknie, ze i praca postanowila poczekac do wtorku!

 wczoraj padl rekord ciepla w Tokio w pazdzierniku od ponad 130 lat! chyba bylo 138, link mi gdzies uciekl...

środa, 2 października 2013

koniec uguisu no fun

Polecam artykul.

A mi zostaly ze dwa miesiace, żeby znaleźć gidne zastępstwo ;/

Jakieś rady?
Chętnie wypróbuję!

sobota, 28 września 2013

o jedzeniu słów kilka

Do Japonii wróciłam już tydzień temu, ale że od razu polazłam do pracy czasu na wpis nie było.
Jest mi wstyd, bo wyjechałam stąd z jedną niezbyt wypchaną walizka, a wróciłam.. z dwoma pełnymi… Mama przyszła z pomocą i użyczyła swojej walizki! Mamuś jesteś najlepsza!
A cóż to takiego kupiłam? Ze 3 pary butów, 4 pary jeansów ( po cholere mi tyle!?) i mnóstwo innych pierdół.. . portfel lżejszy, czas oszczędzać!

No ale miało być o jedzeniu!
Dostałam maila  (pierwsza prośba na blogu!) o posta dotyczącego mojej diety. Nie ma sprawy, tylko proszę… no właśnie… Lubię fastfoody, pizze itp.  Uwielbiam Maca- 2-3 razy w tygodniu tam jestem, pożeram seroburgera, macflurry i oczywiście kawę z lodami…  Pijam też słodką kawę.  Na zdjęciu nowa edycja- pomarańczowa latte. Całkiem przyjemne, za słodkie! Jest też wersja karmelowe gorzkie latte. Do spróbowania.


Wiele osób myśli, ze tuta się je sushi, ryż , ryby i popija zieloną herbatką. A jak to jest ze mną?
Zaczynając od końca, herbatka śmierdzi rybą dla mojego nosa i staram się ją omijać. Wolę wodę.

Owszem  zjadam dużo ryb, grilluje je skropione oliwą i sokiem z cytryny. Ryż… staram się omijać! Kształtów nabieram zbyt szybko, ale sushi jem gdy tylko jest okazja. I nawet M. stwierdził, ze on ilościowo mnie nie przeje. Jem dużo, ale też zawsze jestem w biegu i póki co mieszczę się w spodnie z gimnazjum! A to było…wieki temu!

Uwielbiam ramen i sobę! Ale staram się nei jesć zbyt często- jednak to makaron...
Z pizzą to samo.

Zdarza mi się szaleć na punkcie zdrowych posiłków i kupuje kilogramy sałaty, rukolę, jakieś wody kokosowe. Próbuję M. oduczyć picia coli!   Ale kiepsko mi to wychodzi.

Staram się jeść jak najwięcej warzyw i owoców, które do najtańszych nie należą neistety. Poza tym jeśli juz smażę, a przeważnie wstawiam do piekarnika ( M. dopiero co wysadził szybę... więc teraz nie piekę), to smaze na oleju kokosowym. To chyba tyle zdrowych aspektów mojej diety. Zdaję sobei sprawę, że 
Kilka ostatnich posiłków:

tajskie curry z zupą ryżową

świńskie stópki! mimo pochodzenia były pyszne!

M. zajadający subwaya. Obok moja bułka z krewetkami i awokado.

Ponadto codziennie musze zjeść awokado. A jeszcze rok temu wcale go nie jadłam!. M. uwielbia i ajkoś tak przeszło na mnie. Dodajemy wszędzie: do sałatki, na kanapkę albo tak po prostu bez niczego.

Oczywiście zażeram słodycze.... w ilościach paranormalnych!
ziemniaczki w białej karmelowej czekoladzie. Ziemniaki to warzywa tak? więc ma być zdrowe! Lepsze są w mlecznej czekoladzie

I nowa edycja kitkata. Pumpkin pudding. Jakaś taka mdła... Wolę wasabi i zieloną herbatę.

To chyba tyle pozdrawiam Alex, która prosiła o jedzeniowy post.
I lecę tworzyć krewetki w maśle czosnkowym.

Jutro bedzie znowu o dentyście...


niedziela, 4 sierpnia 2013

Ayu matsuri- festyn miejski

W sobotę odbywał się Ayu Matsuri w moim mieście - festiwal pewnej rybki Ayu.
Poleźliśmy i my oczywiście. Ludzi mnóstwo jak co roku, fajerwerki fajne jak co roku, jedzenie w budkach okropne! w zeszłym roku było lepsze! W tym jakieś takie...mdłe, a próbowaliśmy z większości budek.


Czas na skype z Rodzicami- też "byli" na matsuri!



 Były też występy. Różne grupy wiekowe.




Jedzonko. Po prawej banany w czekoladzie. Nie wiem co to za czekolada, ale nawet porządnie słodka nei była. Moje gajdzińskie podniebienie domaga się sporej dawki cukru w przypadku czekolady/




W niedzielę o 6 się zerwaliśmy, zeby to polecieć poświeże warzywka na lokalny ryneczek. Powinniśmy być tam koło 5:30, a że zmęczeni po ciężkiej festynowej nocy dotarliśmy dopiero po 6, mało zostało. Jak zwykle wypiliśmy kawę z chlustem bitej śmietany! Nie ubijają jej nabardzo sztywno, ale o tej szalonej porannej porze smakuje wyśmienicie.

Zwykłe zakupy to zielone bakłażany, jakieś cebule, okra, pomidory i japoński melon makuwa uri. Lubie chodzić na takei malutkei ryneczki, bo to co oferują psuje się szybko, nie jest nafaszerowane dodatkami ( aż tak bardzo podejrzewam).