niedziela, 17 listopada 2013

Chizu Saeki The Japanese Skincare Revolution nagroda za ukonczenie licencjatu!

Wstyd i hanba, a raczej pelne lenistwo..
po miesiacu nowy post...

zakoncylam pisanie licencjatu, czyli bede miec wiecej czasu!
jaki nagrodze kupilam ksiazke Chizu Saeki, japonskiej guru pielegnacji cery. i przepadlam! pierwsza polowe pochlonelam! reszte czytam powoli, zeby starczylo na dluzej. Mama nadzieje, ze lenistwo mi nue przeszkodzi w stosowaniu sie do wszystkich rad. poki co jestem bardzo na tak! Masaze na bank beda.. czasem ;) 
http://www.beautythesis.net/suggestion/the-japanese-skincare-revolution

pogode mamy sliczna! Wbilam sie w dresy u polazlam z M na pilke, strzelilam gola i wrocilam do ksiazki.na tym skonczyly sie moje dzisiejsze cwiczenia ;)


niedziela, 20 października 2013

Odkrycie roku! eyeliner od MUJI

Alleluja!
Eyeliner stulecia.
MUJI kocham odkąd wlazłam tam pierwszy raz. Zwykłe i bardzo przydatne produkty, minimalistyczny design bez loga! 
Wszystko co kupiłam tam jest świetnej jakości, nawet waciki! No dobra japońskie waciki są ogólnie nei do pobicia.
Same przydatne produkty, pudełeczka, talerze, no taka ikea.
Ostatnio odkryłam, ze są tam tez kosmetyki. Jakoś nigdy nie oglądałam ich, koleżanka z pracy poleciła mi ichniejszy eyeliner, i to jest to! 



 Opakowanie najzwyklejsze, bez udziwnień jak to w MUJI bywa. Nic w nim ciekawego, bajka się zaczyna po otwarciu!
Pędzelek mieciutki robi cienkie kreski, a gdy się mocniej pociągnie to ładnie kreski są grube, Nawet u mnie wychodzą proste! Idealne. A szczerze mowiąc talentem to ja nie grzeszę...


Dokładnie to jest to czego szukałam. Od miesiąca używam codziennie.
Spisuje się znakomicie.

A u nas dziś leje i leje, wczoraj też lało i jutro też ma.... czyli deszczowy weekend idealny na pisanie licencjatu. a ten cham się sam wcale napisac nie chce...

Prośba o wypełnienie ankiety!

Męczę pracę licencjacką i męczę.
Niezbędna mi jest ankietka.
Jesli macie chwilkę - ankietka jest dosłownie ankietką, super krótka i łatwa.
Wypełnijcie prosze.


Bedę bardzo wdzięczna!

niedziela, 13 października 2013

roznosci

w zasadzie bedzie o wszystkim i o niczym

czasu brak:
licencjat... moglby sie sam napisac!
praca, oj duzo fantastycznej pracy!
przygotowania do slubu... ida jak po grudzie! sala jest, mąz jest, a tu jeszcze tyle rzeczy zostalo.

wlasnie wlazlam w pociag i jade do Tokio po zaproszenia.
pewnie spedze w tokyo hands pol dniaa... ale wcale nie tak latwo znalezc proste biale zaproszenia bez kwiatkow motylkow i innych w rozsadnej cenie.
a wymarzona wrrsja wyglada tak : biala koperta z czerwona lamowka i zaproszenue na bialym masywnym papierze z tekstem szarym i czerwonymi dodatkami.
zdjecie zalacze pozniej- bunt iphona!



moze jakas sprawdzona drukarnia?
M. narzeka, ze za skromne,, ale baloniki i wszelkie ozdobki to moje koszmary!


poza tym nabylam serum z it's skin podnocy z grean tea seed- napina skore i ma calkiem pokazne opakowanie! 80ml!

a w Japonii goraco! my wciaz w krotkich portkach! oczywiscie juz zdazylam nabawic sie anginy! jeden dzien na lekachbi minelo! ugryzl mnie w usta podstepny robal- pewnie zwykly komar, ale spuchlam tak pieknie, ze i praca postanowila poczekac do wtorku!

 wczoraj padl rekord ciepla w Tokio w pazdzierniku od ponad 130 lat! chyba bylo 138, link mi gdzies uciekl...

środa, 2 października 2013

sobota, 28 września 2013

o jedzeniu słów kilka

Do Japonii wróciłam już tydzień temu, ale że od razu polazłam do pracy czasu na wpis nie było.
Jest mi wstyd, bo wyjechałam stąd z jedną niezbyt wypchaną walizka, a wróciłam.. z dwoma pełnymi… Mama przyszła z pomocą i użyczyła swojej walizki! Mamuś jesteś najlepsza!
A cóż to takiego kupiłam? Ze 3 pary butów, 4 pary jeansów ( po cholere mi tyle!?) i mnóstwo innych pierdół.. . portfel lżejszy, czas oszczędzać!

No ale miało być o jedzeniu!
Dostałam maila  (pierwsza prośba na blogu!) o posta dotyczącego mojej diety. Nie ma sprawy, tylko proszę… no właśnie… Lubię fastfoody, pizze itp.  Uwielbiam Maca- 2-3 razy w tygodniu tam jestem, pożeram seroburgera, macflurry i oczywiście kawę z lodami…  Pijam też słodką kawę.  Na zdjęciu nowa edycja- pomarańczowa latte. Całkiem przyjemne, za słodkie! Jest też wersja karmelowe gorzkie latte. Do spróbowania.


Wiele osób myśli, ze tuta się je sushi, ryż , ryby i popija zieloną herbatką. A jak to jest ze mną?
Zaczynając od końca, herbatka śmierdzi rybą dla mojego nosa i staram się ją omijać. Wolę wodę.

Owszem  zjadam dużo ryb, grilluje je skropione oliwą i sokiem z cytryny. Ryż… staram się omijać! Kształtów nabieram zbyt szybko, ale sushi jem gdy tylko jest okazja. I nawet M. stwierdził, ze on ilościowo mnie nie przeje. Jem dużo, ale też zawsze jestem w biegu i póki co mieszczę się w spodnie z gimnazjum! A to było…wieki temu!

Uwielbiam ramen i sobę! Ale staram się nei jesć zbyt często- jednak to makaron...
Z pizzą to samo.

Zdarza mi się szaleć na punkcie zdrowych posiłków i kupuje kilogramy sałaty, rukolę, jakieś wody kokosowe. Próbuję M. oduczyć picia coli!   Ale kiepsko mi to wychodzi.

Staram się jeść jak najwięcej warzyw i owoców, które do najtańszych nie należą neistety. Poza tym jeśli juz smażę, a przeważnie wstawiam do piekarnika ( M. dopiero co wysadził szybę... więc teraz nie piekę), to smaze na oleju kokosowym. To chyba tyle zdrowych aspektów mojej diety. Zdaję sobei sprawę, że 
Kilka ostatnich posiłków:

tajskie curry z zupą ryżową

świńskie stópki! mimo pochodzenia były pyszne!

M. zajadający subwaya. Obok moja bułka z krewetkami i awokado.

Ponadto codziennie musze zjeść awokado. A jeszcze rok temu wcale go nie jadłam!. M. uwielbia i ajkoś tak przeszło na mnie. Dodajemy wszędzie: do sałatki, na kanapkę albo tak po prostu bez niczego.

Oczywiście zażeram słodycze.... w ilościach paranormalnych!
ziemniaczki w białej karmelowej czekoladzie. Ziemniaki to warzywa tak? więc ma być zdrowe! Lepsze są w mlecznej czekoladzie

I nowa edycja kitkata. Pumpkin pudding. Jakaś taka mdła... Wolę wasabi i zieloną herbatę.

To chyba tyle pozdrawiam Alex, która prosiła o jedzeniowy post.
I lecę tworzyć krewetki w maśle czosnkowym.

Jutro bedzie znowu o dentyście...


środa, 11 września 2013

postów brak....trwają wakacje

postów brak od dłuższego czasu, bo jestem w Danii i Polsce i czasu niestety brak
za tydzień na pewno coś się pojawi, a póki co zapraszam na bloga innego bloga z Japonii, będzie rozdanie chrupek ( chrupków??)

niedziela, 4 sierpnia 2013

Ayu matsuri- festyn miejski

W sobotę odbywał się Ayu Matsuri w moim mieście - festiwal pewnej rybki Ayu.
Poleźliśmy i my oczywiście. Ludzi mnóstwo jak co roku, fajerwerki fajne jak co roku, jedzenie w budkach okropne! w zeszłym roku było lepsze! W tym jakieś takie...mdłe, a próbowaliśmy z większości budek.


Czas na skype z Rodzicami- też "byli" na matsuri!



 Były też występy. Różne grupy wiekowe.




Jedzonko. Po prawej banany w czekoladzie. Nie wiem co to za czekolada, ale nawet porządnie słodka nei była. Moje gajdzińskie podniebienie domaga się sporej dawki cukru w przypadku czekolady/




W niedzielę o 6 się zerwaliśmy, zeby to polecieć poświeże warzywka na lokalny ryneczek. Powinniśmy być tam koło 5:30, a że zmęczeni po ciężkiej festynowej nocy dotarliśmy dopiero po 6, mało zostało. Jak zwykle wypiliśmy kawę z chlustem bitej śmietany! Nie ubijają jej nabardzo sztywno, ale o tej szalonej porannej porze smakuje wyśmienicie.

Zwykłe zakupy to zielone bakłażany, jakieś cebule, okra, pomidory i japoński melon makuwa uri. Lubie chodzić na takei malutkei ryneczki, bo to co oferują psuje się szybko, nie jest nafaszerowane dodatkami ( aż tak bardzo podejrzewam).


sobota, 3 sierpnia 2013

no wstaw sobie złote plomby! czyli u dentysty

Moje uzębienie moze i jest łądne z zewnątrz- 4 lata stałego aparatu swoje zrobiło! Ale i narobiło szkód... zęby są słabe i wciąż je łatam... przed przeprowadzką obawiałam się o tutejszych dentystów. Naczytałam sie tylu złych opinii... no i 2 tydzień w Japonii rozpoczal się od ukruszonej dwójeczki... Telefon do brata i dawaj do jego dentysty. Polecany przez obcokrajowców w mieście ;D Naprawione! uff

niecałe 2 tygodnei później....trach! ulamane... I tak sobie łatałam ze 3 kolejne razy, aż mi wkleili coś mocniejszego - jeszcze nie licówkę porcelanową. Porcelanka swoje kosztuje ( jest traktowana jako zabieg upiekszający), a inne pokrywa w 70% ubezpieczenie. Chcieli mi wstawić złote uzupełnienie w przednim zębie.... ale nie ze mną te numery. 
Nastęępny trach i porcelanką wstawię, bo ile można się bawić w łatanie. Tym bardziej, że to przedni ząb jest. Póki co ostatnie łatanie się trzyma 1,5 miesiąca! Chyba sam ząb obawia się rachunku...
Nic to... jak trzeba to trzeba. Poza tym moje białe plomby nadają się do wywalenia i tak sobie chodzę co tydzień na kolejne wymiany wiedząc, ze za maksymalnie rok czy 2 trzeba będzie odświeżać... Wyjasniono mi, że białę plomby po prostu się kurczą z czasem i ząb zaczyna się psuć od środka. Przez te aparatowe lata wyrobiłam sobie nawyk szorowania zębow mniej więcej 5 razy dziennie, więc to nie brak mycia. Powoli będę te plomby wymieniać na porcelankę, czyli dążymy do amerykańskiego uśmiechu ;D Dodatkowo przy każdej wymianie plomb, a są to tylnie zęby, pan doktor uprzejmie poleca amalgamaty i złote wypełnienie, które jest tańsze i bardzo trwałe.
 Jeśli chodzi o ceny to ubezpieczenie pokrywa 70% ceny, więc nie jest drogo. Jakosć mogę ocenić za mniej więcej rok. Ale brat sobie chwali. Największym problemem jest czas... jeden ząb na jeden raz, nic więcej. Nie można mieć wszystkiego. Już sie zastanawiam, czy ta przednia licówka nie będzie się wiązała z miesiącem roboty...

Coś więcej o dentyście...
Gabinet to jeden wielki pokój poprzedzielany parawanami, takze wszystko się dokładnie słyszy. Dzisiaj jakies dziecko tak przeraźliwie wrzasnęło, że prawie zwiałam z fotela... Przeraźliwie boje się dentysty, ale chodzę, bo muszę... Przy jednej naprawie kilka par rąk wkłada swoje paluszki do mojej gęby. Pan doktor robi tylko najważniejsze- borowanie i końcowy kształt. Reszta to panie dentysty, nizsze rangą i stażem podejrzewam. Wszystko jest oczywiście po japońsku i chodzę ze słownikiem... Zresztą jak już dostanę znieczulenie ogromnym pistoletem  (zdjecie poniżej), przykryją mi twarz ręczniczkiem (różowym!), położą fotel to mam wszystko w nosie.

To chyba tyle... Dużo jak na opis o dentyście!

CC krem od Tony Moly nie spłynął pod reczniczkiem haha ;D

piątek, 2 sierpnia 2013

Shin Okubo- koreańska dzielnica w Tokio


Po przeczytaniu wpisów Dwa Koty też postanowiłąm się wybrać  do "Korei". A co! wypłata przyszła no i... się rozchodzi za szybko ;D

Miejsce jak miejsce, wygląda całkiem zwyczajnie. Napisy koreańskie są, czyli trafiłam. Ulica wygląda tak:




Przyjechałam głodna i ruszyłam na hotok - koreański placek drożdżowy. Wzięłam z miodem i do tego został posypany...solą! Pan widząc mój grymas obiecał, że jak mi nie będzie smakował to da mi nowy placek gratis. Najwyraźniej wiedział, ze będzie smaczne i było! Cudności- chrupiacy miód z solą! Oczywiście zjadłam jeszcze jeden!




 Przyszedł czas na rajd po sklepach...
Nie znalazłam Mizona ani Skin 79, a chciałam kupić peeling jabłkowy i Hot Pinka. Lubimy się niezmiernie.

Za to mask sheety wszędzie za śmieszne ceny. Wzięłam jedną paczkę, 30 sztuk od SKINHYU- pierwsze słyszę o takiej marce. Postanowiłam wypróbować.  Do tego peeling tej samej marki różany. Taki sam jak od Mizona i do tego duża tuba! Jakis tam krem do stóp - różowy z czarną nakrętką). Dwa foot peelingi, myjka do gęby od Innisfree ( Jeju volcanic cleansing foam), it's skin z koenzymem Q10 oraz tint od Etude House fresh cherry. No i masło mango od Misshy dla Paskudy... to to z Hello Kitty ;D
Najważniejszy jest Luminous Pure Aura CC krem od Tony Moly - az 50ml! i zakrywacz porów też od Tony Moly (Matte Pore Primer), zawiera kwas salicylowy!.

Maseczki na dole to bonusy. 


Nikt za mną nie latał ani nie wcierał kosmetyków i dobrze bo bym zjadła...  a może miałam minę nie taką jak potrzeba, bo rano wstałam  i musiałam pompować rower, bo oklapł...Oglądałam sobie spokojnie wypytując o niektóre rzeczy.
Było pełno The Face Shopu, Skin Food i Etude House! Ceny różniły się w poszczególnych butikach nawet o 50%! 

A jak już mi się znudziło polazłam na kawę. Genialny wyrób kawopodobny! czekoladowo miętowy z ogromną porcją biej śmietany... To urządzonko po lewej świeci się i wibruje jak szalone jak kawa jest gotowa- usiadłam na tarasie.




To tyle z wycieczki, kupiłam dużo...teraz będę zużywać. Na pewno jeszcze zawitam do Shin Okubo, dość blisko z pracy

A jak wróciłam czekał na mnie prezent na drzwiach! ogórki od gospodarza domu!



koreańskie łupy

dzisiejsze łupy z korean town...cóż kupiłam duzo za dużo...ale sie zużyje :D

dokładny opis wieczorem



czwartek, 1 sierpnia 2013

makijażowe zakupy

cóż.. chlebek zdecydował, że wcale rosnąć mu się nie chce... i tak jest pyszny. A dlaczego się zbuntował? bo nie dałam nic a nic mąki pszennej ;D sama żytnia, a ta jest ciężka.  W smaku jest super- lekko wilgotny i nie za słony. połowy już nie ma...
Następnym razem spróbuję z mąką pszenną.




Jutro wycieczka do koreańskiej dzielnicy w Tokio, a dzisiaj musiałam dokupić kolejną maskarę i eyeliner...ot tak do kolekcji. 

Padło na FiberWig Extra Long tusz i KATE gel eyeliner.


Oczywiście od razu wypróbowałam!
Tusz ma całkiem fajną szczoteczkę. Wydłuża, czyli robi co ma robić.  Szybko zasycha- oczywiście się uciapałam... (widać na zdjęciu :D )



Uciapana powieka, chlapnęlam zdjęcie tak na szybko. Porządny korektor na cienie musze nabyć...
W sumie daje naturalny efekt, na pewno będę używać.




Eyeliner- mój pierwszy w słoiczku. Pędzelek sztywnawy fajny. Robi cienką kreskę. Wcale jej nie pokażę, bo moja i tak nie jest równa... 
Kolor ma dobry- mocno czarny. A zasycha w ciągu sekundy... i trzeba używać od razu zmywacza, żeby cokolwiek poprawiać. Przynajmniej się nie odbija ;)







robimy razowiec!

mam absolutnie dość puchatego słodkiego chleba. co prawda jest tu razowe cudo, tez puchate i słodkie... udalo mi się dorwać piękną razową mąkę! zamówiłam ...5kg, a co tam... zużyję. 

Do tego mi pani dołożyła świeże drożdże!! Byłam przekonana, ze tu takowych nie ma, a tu taki numer... mam pół kilo, do zużycia w dwa tygodnie. 

Jakieś pomysły co by tu stworzyć?
 najlepiej takie do zamrożenia, bo damy rady zjeść od razu.



Pierwszy chlebek już rośnie. Wzięłam przepis z fantastycznego bloga Moje Wypieki. większość moich ciast ma tam swoje źródła, ale często dodaję coś od siebie ;)

 http://www.mojewypieki.com/przepis/szybki-i-latwy-chleb-polrazowy

Po około pół godziny prawie się podwoił!



Jadąc po mąkę przypomniałam sobie, że chyba mam drzwi otwarte na oścież....ale już mi się nie chciało wracać... wróciłam po godzinie i wszystko było ;D uff!





sobota, 27 lipca 2013

akysz! karaluchowe potwory


Potwór powyżej odwiedził mnie wczoraj, a że wystraszył mnie niemiłosiernie! Wstałam sobie do lodówki, a on nagle sobie przebiega… Podejrzewam, że mój pisk było słychać w całym budynku… Rano dzieciaki z sąsiedniego mieszkania coś się za mocno gapiły i śmiały… Cóz jak już byłam w połowie pisku złapałam za karaluchowe perfumy i … spsikałam drania! Obrońcą zwierząt nie jestem, a jemu się należało!
Przyznam, że pierwszy raz chyba piszczałam na widok karalucha, a widziałam sporo ;D słaby dzień ;D


Do miasteczka zawitał The Face Shop! Mój portfel nie jest specjalnie zadowolony, bo zamierzam wypróbować co nie co..
Poniżej niewielkie, ale dość pełne półeczki. Póki co wypróbowałam mask sheet z perłami. hmm... efektów brak,oczywiście krótkotrwałych- zadnego odświeżenia, czy nawilżenia. Na następny raz kupie z czymś innym.




  

A jutro festiwal peruwiański w Tokio! yay!!! Zamierzam jeść do oporu...jak zwykle ostatnio zresztą ;)

poniedziałek, 22 lipca 2013

Nauka w pociagu

post pisany w pociagu...

Jesli nie jestem umierajaco spiaca jadac i wracajac z pracy ucze sie japonskiego, pisze znaki w powietrzu i gadam do siebie. po japonsku rzecz jasna!
czesto siedzacy obok zaczynaja rozmowe: skad, dlaczego, itp...
dzisiaj jechalam z pewna Azjatka, ktora wymachowala wachlarzykiem jak szalona... dopiero po kilku minutach doszlo do mnie, ze uczy sie kanji... mam nadzieje, ze ja az tak nie macham!!  ;)

kolejna bardzo ciekawa rzecz dla mnie... po czym poznac nie- Japonczyka/Japonk? po owlosionych łapach... tak wlasnie po wlosach na rekach!! nie zebym przypominala to


ale ... czuje sie dosc owlosiona ;)

wtorek, 16 lipca 2013

Shiseido Perfect Whip Cleansing Foam- pianka oczyszczająca

Gęsta pianka do mycia twarzy, czyli kolejny niezły zmywacz.

Wypatrzyłam go na kilku blogach filipińskich, ale też tutaj.

Oczywiście został zakupiony i prawie od razu wypróbowany.

Poniżej filmik reklamowy. Nigdy nie udało mi się wytwotrzyć takiej piany bez siateczki (kolejne zdjęcie).

 

Tutaj drugi filmik, który pokazuje jak zrobic gęstą pianę.

Tak samo jak przy Hada Labo starczy na wieki... Ja wyciskam na siateczkę 1,5 cm kremu, który szybko zamienia się w pianę. Zmywa dość dobrze, ale nie powoduje uczucia napięcia i ściągnięcia. 
Tak samo jak przy Hada Labo nie pozostawia skóry 'tępej' po uzyciu ( po upalnym dniu lubię zmyć twarz porządnie- zwłaszcza jeśli tego dnia nałożyłam BB krem- wtedy domywam Aleppo). Ogólnie stosuję na zmianę z Hada Labo. Nie spowodował wyprysków ani innych niespodzianek. Jak już go wykończę, a mam męską pomoc ;) to pewnie kupię ponownie. 


Zapach ma lekko chemiczny, konsystencja bardzo gęstego ciągnącego się kremu, który w połączeniu z wodą zamienia się w gęstą pianę. Odświeża buzię.

Opakowanie jest stabilne i nie powinno się szybko zepsuć. Wolałabym pompkę, bo juz jeden paznokieć się złamał przy otwieraniu... Ale nei wiem, czy krem nie jest zbyt gęsty do niej.


Pojemność 120g.





niedziela, 14 lipca 2013

lunch na dziś


Co przedstawia zdjęcie? Dzisiejszy lunch.

Jest i pozostałość z kolacji-makaron, miękkie tofu no i kimchi. Zmieszane razem to niebo w gębie. Najchętniej bym to posypała parmezanem, ale się skończył i nikt do sklepu nie poszedł. Uwielbiam kimchi, zwłaszcza jak jest ostrzejsze, a to takie właśnie jest. 
Mój Paskud kimchi nie lubi, bo jest ostre, a on nie jada 'picante'. Ja tam uwielbiam jak mi wypala gardło i oczy wyskakują z orbit.

A poniżej fantastyczne mietowe czekoladki-grzybki. Kapelusz to czekolada o smaku mięty, a nóżka to wafelek. Idealne na lato. Dwa Koty pisała o drażetkach miętowych tutaj. Jako, ze uwielbiam wszystko co miętowe, wpasowały się w mój gust.




Hada Labo Tamago Hada AHA +BHA Daily Face Wash, czyli porządny zmywacz do buzi z kwasami

Ponownie Hada Labo- ta marka, bardzo przystępna cenowo w Japonii, a wręcz tania, stała się moją ulubioną od jakiegoś czasu. Świetnie radzi sobie z moją cerą- wycisza i nawilża.

Jako że skończył mi się kwas migdałowy z Polski, a kolejna dostawa dopiero we wrześniu, postanowiłam wypróbować bardzo chwalony zmywacz z kwasami.
Ten zmywacz ma za zadanie zrobić 'cerę jajko', czy po ludzku ma być gładka jak skorupka.


Tak... zdjęcie na ręczniku... ;)
Taka tuba to 130g i starczy chyba na pół życia - do jednego mycia używam ilości wielkości ziarnka grochu i spokojnie wystarczy na  całą buzię.

Zmywacz zawiera kwasy AHA i BHA. Nie zawiera olejów mineralnych, alkoholu ani substancji zapachowych (lekko chemiczny zapaszek to on ma, ale całkiem przyjemny)
Pełną listę składników można zobaczyć tutaj.



Jak widać powyżej, jest dość zbity i nie leje się. Robi delikatną pianę.
Ładnie zmywa makijaż, brud i martwy naskórek- nie robiłam żadnego peelingu odkąd go używam. Nie radzi sobie z tuszem Kiss me Heroine, ale od tego jest dwufazówka i oleje. Zreszta i tak używam go od święta. Usuwa BB kremy dość dobrze, zawsze po nim stosuję mydło Aleppo, żeby mieć pewność, że wszystko jest oczyszczone. Czy kwasy działają? Skóra po kilku dniach zrobiła się dużo miększa i świeża, ale zaznaczam, ze tutaj jest bardzo wilgotno i to z pewnością ma ogromny wpływ na kondycję cery.

UWAGA1- NIE PODRAŻNIA OCZU! przynajmniej u mnie ;) już kilka razy udało mi się go wpakować do oka i nic nie piekło, a nie daj Boże zaaplikuję sobie Aleppo tam.... 

Na pewno kupię ponownie.